Gość

Rejestruj

 






GTA V · PC
~104zł


Iron Squad - Spolszczenia gier


GTA.cz
GTANF




A game of L.S.
napisany: 03.08.2007 · dodał: metzen
kategoria: gta story 3 · komentarzy: 7 · wyświetleń: 3910
Los Santos, Wrzesień 1993

- Juliette Courtois. - Odczytał policjant z dowodu i uśmiechnął się cierpko. - Urodzona w 1971, Lion. Słodko.
July skrzywiła się i splunęła.
- Przybyłam do Ameryki jak miałam sześć lat. - Warknęła ze złością.
- Super. - Westchnął obojętnie mundurowy. - Ale my tu gadu-gadu, a pani pobiła biednego obywatela...
- Chciał mnie zgwałcić! - Wrzasnęła cienko.
- Specjalnie się mu nie dziwię... - Mruknął funkcjonariusz bezczelnie gapiąc się na jej wdzięki. - Dobra, ja chyba znam tego zboka. Odstawię go na posterunek, kumple go później odbiorą. A pani radziłbym uciekać stąd. Los Santos nie jest zbyt bezpiecznym miejscem po zmroku.

Lampa zamrugała ostatni raz i zgasła. Lisa podeszła do okna i spojrzała na opustoszały Glen Park, oświetlony jedynie pojedynczymi latarniami. Powietrze było ciężkie - lepkie i nieznośne. Ale jednocześnie zimne.
Weszła do kuchni i sięgnęła bo butelkę wody. Było późno. July już dawno powinna być w domu.
Drzwi frontowe otworzyły się nagle, do przedpokoju wpadł Tommy. Energicznym krokiem przeszedł przez cały hol i wszedł do kuchni.
- Hej siostra, co telefonu nie odbierasz? - Zapytał wesoło.
- Ukradli mi go dwa tygodnie temu. - Odpowiedziała bez emocji Lisa.
- Detale. Słuchaj, ja zaraz lecę, jakaś laska podobno Freddy'ego załatwiła... Zbok, chciał ją obmacać, czy coś koło tego. Trzeba go znowu z posterunku odebrać...
- Staczasz się przez tego człowieka.
Tommy Daniels skrzywił się sztucznie, machnął ręką i szybko wyszedł zgarniając przy okazji paczkę papierosów z blatu.

Szary, obdrapany Sabre zatrzymał się cicho na skrzyżowaniu w Idlewood. Wysiadł z niego na oko dwudziestoletni chłopak, szczupły, w luźnej kurtce z kapturem. Tommy zapalił papierosa i wyrzucił wciąż tlącą się zapałkę.
- Anglik! - Krzyknął do wciąż stojącego koło samochodu przybysza. - Zgól tę bródkę!
- Pieprz się. - Odrzekł wchodząc w światło latarni Michael Thorpe. - Czego wy ludzie chcecie od mojej bródki, bo nadal tego nie łapię...
- Niczego, niczego. - Wyszczerzył zęby Daniels, po czym splunął soczyście za siebie. - My mamy zamiar odebrać Freddy'ego tym złomem?
- Czy ja ci nie kazałem się pieprzyć? Tylko to było pod ręką! - Oburzył się Anglik.
- Jasne, jasne. - Tommy wzniósł oczy do nieba. - Dobra, jedziemy, czy masz zamiar zmusić mnie do tego "pieprzenia się"?

Szczęk klucza w zamku wyrwał Lisę z półsnu, w jakim od dłuższego czasu tkwiła przed telewizorem. Wstała z fotela i przeciągnęła się. July weszła powoli i nic nie mówiąc przytuliła się do niej.
July... Pseudonim, który nadał jej Tommy. Bo zawsze była radosna i lubiła się uśmiechać. I nosiła się w letnich kolorach. Zawsze.
Aż do ubiegłego tygodnia. Wypadki chodzą po ludziach. A jak starsza kobieta, taka jak matka Juliette, wchodzi z ciężkimi torbami po śliskich schodach, bardzo łatwo o jeden z nich.
- July... - Lisa nie była pewna, co ma powiedzieć. Było już pewne, że pani Curtois nie wyjdzie z tego. Ale jej córka i tak spędzała przy jej łóżku szpitalnym całe dnie.
Poczuła, jak na jej ramię spływają łzy.

Jason Morris wyskoczył z autobusu na przystanku w Śródmieściu i wyłamał palce. Noc była jeszcze młoda, trzeba było popracować.
Przeszedł kilka przecznic i skręcił w ciemny zaułek. Nic nie wskazywało na to, żeby Barto już był na miejscu...
W tym samym momencie poczuł zimny metal lufy przyciśnięty do skroni i przytłumiony głos.
- Nie ruszaj się! Dawaj portfel i zegarek, migiem kurna! - Wyrzucił z siebie napastnik.
- Spoko, luz, luz, nic nie robię... - Zaczął Jason uśmiechając się. - Ale Barto, jak ja mam dać ci portfel i zegarek nie ruszając się?
Bartolomeo Nazario parsknął i schował spluwę do spodni.
- Tak w sumie, to po jaką cholerę mnie tu ściągnąłeś? - Zapytał Morris marszcząc brwi.
- Znalazłem to, czego potrzebujemy! - Krzyknął uradowany Barto.
- Stałą, legalną pracę? Jako kto? Ochrona miejscowego zamtuza?
- Praca? Ty mnie obrazić chcesz? Znalazłem wóz, którego potrzebował Six-L!
Morris pokręcił głową.
- Pokaż no to znalezisko... A tak swoją drogą, ładna kurtka. - Powiedział w końcu patrząc na pomarańczowy przyodziewek kumpla.
- Dzięki. - Wyszczerzył zęby Barto. - Ciotka z Europy przywiozła... O, jest! Patrz na to cudeńko! - Dodał wskazując na zaparkowany po drugiej stronie ulicy wóz.
- Six-L chce... Czekaj, granatowego vana Burrito? To coś jest różowe. I całe w pseudo-grafficiarskich malunkach cycatych panienek z jakichś chińskich porno-bajek.
- Marudzisz! Myślisz, że Six-L nie lubi cycatych panienek?
Jason spojrzał w niebo. Zero gwiazd. Witamy w Los Santos.
- OK, bierzemy to. Znam chyba kogoś, u kogo damy radę to przemalować. - Stwierdził wzdychając.

- Ej, Tommy, widziałeś ostatnio coś ciekawego w TV? - Zapytał Michael skręcając w stronę Pershing Square.
Z radia powoli sączyły się dźwięki Mastersounds, Tommy dopalał szóstego już papierosa.
- Ehe. Reklamy. - Odpowiedział w końcu i ziewnął potężnie.
- ...
- Poza tym, to jakąś komedię z Bollywood. Maczo z wąsem podrywał cycatą tancerkę, pasztetu takiego dawno nie widziałeś...
- No i? - Zaciekawił się Thorpe.
- No i nic. Po planie latały jakieś dupy w cekinach, usiłowały śpiewać, a po drodze z baru do domu, główny bohater cztery razy zmieniał koszulę.
- To na bank była komedia?
Tommy spojrzał na przyjaciela uważniej.
- Mnie tam to rozbawiło. - Odrzekł po chwili. - No, jesteśmy na miejscu, zatrzymuj rydwan.
Wysiedli z obdrapanego gruchota i podeszli pod drzwi Kwatery Głównej LSPD.
- Ej, ej, moment! - Anglik stanął jak wryty widząc, co jego kompan trzyma w rękach. - Skąd ty żeś wytrzasnął te kajdanki... I ten wibrator...?!
Daniels zachichotał nerwowo i wyrzucił akcesoria w krzaki.
- Były pod siedzeniem tego Sabre... - Zaczął wyjaśniać wciąż się śmiejąc. - Nie ma co, fajny żeś wózek zawinął. Dobra, żarty na bok, bo to nie pogrzeb. Wchodzimy.
Trupio-blade światło jak zwykle czyniło posterunek podobnym do kostnicy. Przy recepcji stał jakiś podstarzały Azjata i wykłócał się o coś.
- Musicie go znaleźć! - Krzyczał podniecony. - Miałem w nim bardzo ważne rzeczy!
- Spokojnie, powoli. - Starał się go uspokoić funkcjonariusz za ladą.
- To szary Sabre, z kilkoma zadrapaniami na lakierze. Numery rejestracyjne to LSG 1984.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby odzyskać pańskie auto. Teraz niech uda się pan najlepiej do domu, bo nic więcej tu pan nie wskóra...
Tommy westchnął, rzucił swojemu towarzyszowi wymowne spojrzenie, po czym skoncentrował się na kontemplacji własnych paznokci.
- Khem. - Kaszlnął Thorpe podchodząc do policjanta. - Przyszliśmy odebrać naszego kumpla... Freddy Campbell, podobno został zatrzymany za...
- Próbę gwałtu, zgadza się. - Dokończył mundurowy. - Sergio, przyprowadź Campbella, tego gościa, którego dzisiaj zatrzymałeś!

- No brawo, mistrzu kierownicy! -Wrzasnął Jason wyrywając poduszkę powietrzną.
- Wczoraj tej latarni tu nie było, no!
- Na jaką cholerę w ogóle po chodniku jechałeś?
Van, który mieli dostarczyć miejscowemu gangsterowi, Six-L'owi stał na rogu jednej z ulic East Los Santos z potężnym wgnieceniem na masce. Staranowana latarnia leżała kilka metrów dalej.
- I co teraz? - Zapytał Barto uspokoiwszy się.
- Co, noc chcesz tu spędzić? Spływamy!

Było doskonale, perfekcyjnie, idealnie. Niezwykle. Jak zawsze. Jak zwykle.
Lisa przeciągnęła się i kopnęła zwinięte prześcieradło. I spojrzała na swoją partnerkę. Na jej ciało godne bogini. Godne anioła. Spojrzała w jej oczy. Przepełnione łzami. Przytuliła ją mocniej.
- Przepraszam. - Powiedziała Juliette łkając. - Ja... Po prost... nie mogę uwierzyć, że ona odejdzie...
- Rozumiem cię, kochanie. Doskonale rozumiem. - Wyszeptała Lisa. "Moi starzy nigdy nie byli dobrymi rodzicami, pewnie bym nawet nie płakała, gdyby w końcu sczeźli... Ale gdyby Tommy'emu coś się stało... Opiekował się mną całe życie." - Pomyślała.
July milczała. Płakała.

- Nie ma co, nieźle Cię ta laska urządziła. - Powtórzył po raz kolejny Thorpe.
- Zzz... Zamknij się! - Odwarknął mocno już podchmielony Freddy otwierając drzwi do swojego mieszkania w El Corona.
- Takiej dupeczki to żżżeeś daaawno nie widział... Warto było zaryzykowww... wać. A... Hep! Zresztą... Sami daliście czadu z tym Sabre...
- Powinieneś poznać dziewczynę mojej sis. Wtedy każda inna panienka wydałaby ci się tanią dziwką po przejściach. - Wtrącił Tommy wyciągając fajki z kieszeni.
- Twoja siora to lesba? - Zdziwił się Campbell. - Hep... Niee wiedziałem. OK, jakie mamy plany? Hep...
- Pójdę w ślady ojca i zostanę specem od satelitek. - Zażartował Michael.
- Nowy sklep nocny w okolicach Glen Park. Prosta kasa. - Stwierdził w końcu Daniels.
- To dość blisko twojej chaty... - Zauważył Anglik składając ręce jak do modlitwy.
- Luz, nikt się nie kapnie. Freddy, masz jeszcze tego swojego Burrito w garażu?
- Się.. Się wie!

- Dzisiaj chyba już nic nie zdziałamy. - Stwierdził Barto, po czym splunął do małego jeziorka w Glen Park.
- No... Raczej nie... - Odrzekł zamyślony Jason. - Ale powłóczyć się chwilę jeszcze nie zaszkodzi, nie?

Ciemnoniebieski van zatrzymał się cicho na parkingu przed nocnym.
- Dobra, wchodzimy. Zero krwi, czysty napad. - Zarządził Daniels naciągając maskę clowna. - Freddy, stój przed wejściem i daj znać, gdyby ktoś się zbliżał.
- Ja... Hep!... Jasne starry!
Weszli z hukiem, wyważając drzwi i jednocześnie wyjmując broń. Sklepik był raczej mały - miejsce dla kilku klientów i towary odgrodzone od kupujących ladą.
- Nie ruszać się, to napad! Ręce do kury, górwa mać! Anglik, rób kasę!
- Czekaj... Kurwa!
Ciało Freddy'ego wpadło do sklepu tłukąc frontową szybę. Mężczyzna na zewnątrz, Latynos w pomarańczowej kurtce celował z dymiącego pistoletu do Tommy'ego i coś krzyczał. Jego towarzysz, murzyn w białej bluzie majstrował przy drzwiach granatowego Burrito.
- Michael, zdejmij go! - Krzyknął Tommy do swojego kumpla, ale zorientował się, że tego już dawno nie ma w sklepie. Rzucił okiem na otwarte drzwi wiodące na zaplecze i zaklął paskudnie.
- Nie ruszaj się, bo zastrzelę cię jak twojego przydupasa przed wejściem! - Ostrzegł Latynos wchodząc do sklepu.
- Pieprz się, za kogo ty mnie masz, co synuś?! - Daniels sam już celował w przeciwnika.
- Ostrzegam, strzelę!
- Ja też!
- Jeb się!
Dwa odgłosy wystrzału zlały się w jeden. Zabójca Freddy'ego złapał się za pierś i kaszląc osunął pod ścianę, brocząc krwią posadzkę.
Tommy, z kulką między oczami odleciał jakieś dwa metry do tyłu i wpadł na szklaną gablotkę z cukierkami, rozsypując słodycze po całej podłodze.
Pół minuty później dało się słyszeć dźwięk uruchamianego silnika i pisk opon odjeżdżającego wozu.

Lisa obudziła się i przetarła oczy. Wstała z łóżka, delikatnie zdejmując rękę Juliette ze swojej piersi.
Weszła do kuchni i sięgnęła po butelkę wody, ale przypomniała sobie, że wczoraj wypiła ją do końca.
"Chyba skoczę do tego pobliskiego sklepu, czas na drobne zakupy..." - Pomyślała i ziewając poszła się ubrać.
  Powiadom znajomego Wydrukuj tekst

Lux
napisany 23.09.2008 o godzinie 11:54
zobacz profil autora
Z ostatnich trzech opowieści, tudzież odcinków ten podoba mi się najbardziej. Nie chodzi o sam tekst, ale o jego mały przekaz. Bowiem pokazuje, że Twoje życie może się zmienić w ciągu jednego, krótkiego dnia, a przyczyn tego nie trzeba szukać daleko - żyją obok Ciebie.
sdr
napisany 07.08.2007 o godzinie 10:17
zobacz profil autora
No no. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie, na koniec mtz walnie czymś wyjątkowym :D A to nie jest złe. Mtz: mówiłem Ci, że ludzie kupią wszystko ;)
dvl
napisany 06.08.2007 o godzinie 19:20
zobacz profil autora
Świetnie, jak zawsze. Chwytliwe, poruszyła mnie historia Danielsa, jego siostry - przykre to. :(

Ale z drugiej strony w odcinku jest pełno zabawnych tekstów. :D

Nieźle, metzen. Keep it up.
tommypl
napisany 05.08.2007 o godzinie 13:37
zobacz profil autora
wy też jesteście el0 nabijaczami
adikko
napisany 04.08.2007 o godzinie 22:46
zobacz profil autora
tekst super!!
Jarkowski
napisany 04.08.2007 o godzinie 20:14
zobacz profil autora
Super tekst. Jeden z najlepszych
wylie
napisany 03.08.2007 o godzinie 23:50
zobacz profil autora
ojacieniemogę to jest świetne! heh, ale będzie miała minę, aż mi jej szkoda... ale jazda! mtz to twoj najlepszy tekst! Elo!


Wybierz stronę: 1

Obecnie serwis przegląda 58 gości oraz 1 z 6425 zarejestrowanych użytkowników
Rodzina · k5_
Razem: 59 · Najwięcej (7125): 07.06.2015 · Ostatnio przyjęty: patrykpat1
STATYSTYKI »
 
 
© 2004 - 2019 GTAthegame NETWORK
Kopiowanie materiałów bez zgody autorów zabronione!
Wszystkie prawa zastrzeżone · Polityka prywatności · Cookies
news · forum · blogi · wap · xml · pliki · igf · njoy · szukaj · mapa